Piotr ZielińskiVIEW PROFILE →
Rok robotaksówek: Tesla stawia wszystko na autonomię, gdy sprzedaż aut w Europie słabnie
Tesla przenosi ciężar swojej strategii z produkcji aut na autonomiczne robotaksówki, podczas gdy jej sprzedaż w Europie gwałtownie spada pod naporem chińskiej i europejskiej konkurencji.
Rok 2026 może okazać się przełomowy dla Tesli, ale nie z powodów, do których przyzwyczaił nas w ostatnich latach amerykański producent, ponieważ firma coraz wyraźniej przenosi środek ciężkości swojej strategii ze sprzedaży zwykłych samochodów na znacznie bardziej ambitny projekt autonomicznych robotaksówek.
Elon Musk od dawna powtarza, że prawdziwa wartość Tesli tkwi nie w liczbie sprzedanych aut, lecz w oprogramowaniu do jazdy autonomicznej, i właśnie ten rok ma być momentem, w którym ta odważna wizja zacznie się wreszcie materializować na szerszą skalę.
Stawka na autonomię
Firma zapowiada, że do końca roku jej w pełni autonomiczne pojazdy mają jeździć na obszarze obejmującym mniej więcej jedną czwartą terytorium Stanów Zjednoczonych, co byłoby ogromnym skokiem w porównaniu z dzisiejszymi, ograniczonymi testami w wybranych miastach.
Kluczowym elementem tej układanki jest dedykowany pojazd o nazwie Cybercab, którego produkcja ma ruszyć wiosną, a analitycy z Wall Street przewidują, że jeszcze w tym roku na drogi trafi około tysiąca takich robotaksówek, by w perspektywie dekady urosnąć do miliona egzemplarzy.
Całość opiera się na kolejnej generacji oprogramowania do jazdy autonomicznej, którego premiera jest traktowana jako główny wyzwalacz całej ekspansji, choć historia Tesli uczy, że obietnice dotyczące pełnej autonomii bywały już wielokrotnie przesuwane w czasie.
Europa odwraca się od Tesli

Na tym optymistycznym tle rysuje się jednak znacznie mniej różowy obraz podstawowego biznesu firmy, czyli sprzedaży samochodów, która w Europie przeżywa prawdziwe załamanie, z rejestracjami spadającymi o blisko czterdzieści procent w ciągu jedenastu miesięcy poprzedniego roku.
Przyczyn tego spadku jest kilka, a wśród nich wymienia się rosnącą niechęć części europejskich klientów wobec politycznej aktywności Elona Muska, która sprawiła, że marka Tesla straciła w oczach wielu konsumentów swój dawny, wyłącznie pozytywny wizerunek.
Nie mniej istotna jest bezlitosna konkurencja, na czele z chińskim BYD, którego rejestracje w Europie wystrzeliły w górę, a także z tradycyjnymi gigantami pokroju Volkswagena i Hyundaia oraz nowymi graczami takimi jak Xiaomi czy Geely, którzy zalewają rynek tańszymi modelami.
Gra o wysoką stawkę
W tej sytuacji Tesla próbuje jednocześnie walczyć na dwóch frontach, podtrzymując zainteresowanie swoimi autami, między innymi poprzez wprowadzanie do Europy nowych, tańszych wersji, i licząc na to, że regulatorzy zezwolą na nadzorowaną jazdę autonomiczną także po tej stronie Atlantyku.
Ta podwójna strategia jest z natury ryzykowna, bo firma stawia swoją przyszłość na technologii, która wciąż budzi pytania o bezpieczeństwo i akceptację społeczną, w momencie gdy jej sprawdzone dotąd źródło przychodów zaczyna wyraźnie słabnąć.
Najbliższe miesiące pokażą, czy odważny zakład Muska na autonomię się opłaci, czy też okaże się przedwczesny, a odpowiedź na to pytanie zdecyduje nie tylko o losie samej Tesli, ale prawdopodobnie wyznaczy też kierunek rozwoju całej branży motoryzacyjnej na lata.






